niedziela, 2 października 2016

Moje ulubione miejsca

Dzisiejszy wpis powstał w ramach projektu Klubu Polek
W październiku 31 Polek rozsianych po świecie zaprezentuje pięć najważniejszych dla nich miejsc.

Pięć najważniejszych dla mnie miejsc. Niby mało, bo ileż to jest pięć. Bardzo niedużo. Akurat tyle, ile mamy palców w jednej ręce.... i nodze ;-) Ale z drugiej strony trzeba się trochę natrudzić, by nie wyszło sztampowo. Pomyśleć i wybrać.
Tak dawno nie pisałam dla Klubu Polek, że z wielką przyjemnością zasiadam do pisania.
I zaczynam ;-)





 Numer jeden - mój dom
 Nie tak dawno byłam osobą, która często spotykała się ze znajomymi, coś robiła i działała.
Ale jakiś czas temu wszystko się zmieniło. Znacznie.  I moim najulubieńszym miejscem, moja twierdzą jest teraz mój dom. To w nim czuję się bezpiecznie. Tu znajduję schronienie. Tu odchodzi ze mnie stres dnia codziennego. Dom to centrum naszego życia. Dom jest tam, gdzie są moje dzieci i ja.
Choć pisząc teraz o domu mam na myśli konkretny budynek i nasze mieszkanko, to gdy jesteśmy na wakacjach też używam słowa dom, mówiąc o naszej bazie, w której mieszkamy, nocujemy. Bo dom to dla mnie w pierwszej kolejności miejsce, gdzie jest razem moja rodzina. Nawet śpiąc w namiocie mówię, że to nasz dom.

Numer dwa - moja kuchnia
Tak wiem, pojechałam stereotypowo, pisząc o kuchni, ale w moim przypadku to prawda - kuchnia jest super.
Jak na kuchnię przystało jest centrum dowodzenia i miejscem przyjmowania gości. Tak się składa, że wszyscy twierdzą, że tam rozmawia się najlepiej. Nasza kuchnia jest dość mała, ale my się w niej mieścimy. Urządzona jest w tonacji czarno białej.
Kuchnia jest ważna ... ze względu na ciasta i ciasteczka oraz inne słodkie lub słone smakołyki. Moją wielką pasją są wypieki. Dlatego kuchnia.

Numer trzy - moje biurko
Można pisać o rzeczach, więc ja napiszę o spadkowym "prezencie".
Biurko/stół dostałam od niemieckich przyjaciół, bo oni i tak go nie chcieli. Wracając do PL stwierdziłam, że bardzo bym chciała mieć je w domu, ale nie wiadomo, czy ze względu na swoje gabaryty zmieści się w moim biurze/sypialni. Ale po przemeblowaniu okazało się, że pasuje idealnie. Ten stół nie jest wcale szczególny. Ot zwykły, drewniany, ale dla mnie jest wyjątkowy, bo jest właśnie drewniany, a ja uwielbiam drewno. Poza tym moim marzeniem było mieć osobiste biurko. I marzenie się spełniło. ;-) Ten "mój" pokój zwany jest u nas pokojem biurkowym.

Numer cztery - nasza dzielnia 
Uwielbiam.
Żyje się tu najlepiej.  Jest wszystko, czego nam (!) do życia potrzeba, a nawet więcej, bo jest las. Dużo lasu.I dziś podziwiałam jesienne liście. Ale na odpowiedni kolor, ten kolor trzeba jeszcze poczekać.
Jak czasami spotykam się z koleżankami w centrum, czy gdzieś indziej, to prawie zawsze się dziwię, że ta nasza stolica się tak rozrasta i zmienia. Dzieje się tak dlatego, że z reguły nie wyjeżdżam z naszej dzielnicy. Mam ten luksus, że tu też pracuję.

Żeby nie było tak bardzo lokalnie, że tylko dom i jego najbliższe otoczenie to dorzucę jeszcze bonusik w postaci wody.

Numer pięć - polskie morze
Bałtyk - nasza, jedna z ulubieńszych, destynacja wakacyjna. Wiem, że zimno, wietrzenie, temperatura średnia, pogoda niepewna. Dla nas to mało istotne szczegóły. Kochamy Bałtyk i kochamy nadbałtyckie zimno, które nie jest nam straszne. Jesteśmy zahartowani i zaprawieni w boju. Najczęściej śpimy w namiocie i to całe trzy tygodnie. Zalania namiotu i inne większe atrakcje przeżyliśmy.

Do następnego!

3 komentarze: